Roje są bardzo ciekawym zjawiskiem, lecz w nowoczesnej gospodarce niepożądanym. Wszystkim jednak zdarzają się ucieczki rojów. O ile ucieczka własnego roju nie jest powodem do dumy to ucieczka cudzego roju może dać nam okazję na powiększenie pasieki. Roje szybko się rozwijają, błyskawicznie odbudowują węzę i dochodzą w dobrej sile do zimy. Dodatkowo jeśli dbamy o utrzymanie rasowych rodzin możemy w roju wymienić matkę. Należy mieć świadomość, że roje mogą przenosić różne choroby, dlatego świeżo osadzony rój należy poddać zabiegowi przeciwko warrozie i obserwować pszczółki czy nie przejawiają oznak chorób. Mimo ryzyka wydaje mi się, że łapanie rojów mi się i tak opłaca. Zdejmowanie rojów z drzew jest dobre, ale rojołapki mają taką przewagę, że wabią roje z najbliższej okolicy (wg niektórych źródeł może to być nawet kilka kilometrów) i „przechowują” je do czasu aż je przełożymy do ula
.
Najprostsza rojołapka to ul z węzą ustawiony na pasieczysku jednak jej skuteczność będzie dość niska. Aby rojołapka była najskuteczniejsza należy ją trochę podrasować. Na skuteczność rojołapki składa się kilka szczegółów:
- Ul nie może być nowy – najlepszy ul to taki w którym już były kiedyś pszczoły, możemy go w środku powlec woskiem i pomalować spirytusowym roztworem propolisu,
- Ramka – najlepiej stara, czarna ewentualnie z odrobiną pokarmu (do rojołapek przy pasiece lepiej dać pusta ramkę)
- Drzewo – rojołapkę najlepiej przymocować do pnia drzewa aby naśladowała naturalną dziuplę,
- Pojemność – pszczoły w naszym klimacie najchętniej wybierają dziuple o pojemności kilkudziesięciu litrów,
- Przynęta – tutaj najciekawszy punkt programu. Przynętą w naszym kraju najczęściej jest olejek eteryczny z melisy, ale podglądając amerykanów możemy użyć olejku z trawy cytrynowej (użyłem świeżej rośliny) albo nalewkę z matek pszczelich (z wymian) na którą może kiedyś podam przepis,
- Inne pszczoły – po zeszłorocznym wysypie uwiązanych obcych rojów wokół mojej pasieki wędrownej doszedłem do wniosku, że roje zostały zwabione w pobliże mojej pasieki zapachem innych uli, ale to tylko mój domysł.
Bazą dla naszej rojołapki jest korpus. Lepiej użyć dwóch mniejszych niż jednego dużego ( łatwiej powiesić na drzewie, poza tym pszczoły wolą wysokie „dziuple”). Moja rojołapka ma ok 30l pojemności i jest wykonana z deski grubości 25mm. Korpusy powinny być powleczone woskiem i propolisem (przed pierwszym użyciem).
Ja posypywałem ścianki wiórkami wosku i wtapiałem go palnikiem, a następnie malowałem je roztworem propolisowym. Jako że przechodzę na ramkę wlkp. 18 korpusy są wykonane na tą ramkę. Rojołapka składa się z dwóch pięcioramkowych korpusów. Dolny korpus ma przykręcone stałe dno i wywiercony otwór jako wlotek. W otwór należy wbić gwóźdź, aby nie zalęgły nam się ptaszki
. W korpusy wkładamy ramki z węzą w środku zostawiamy miejsce na ramkę z suszem. Miałem tylko susz na ramkach wielkopolskich więc musiałem trochę pokombinować.
Przy ramkach hoffmannowskich mamy ułatwione zadanie wbijamy tylko gwoździe przy skrajnych ramkach aby utrzymać wszystko „na sztywno”. Przy ramkach zwykłych należy nabić odstępniki, albo przybijać wszystkie ramki. Gwoździki wbijamy tak:
Składamy dwa korpusy jeden na drugim , na wierzchu kładziemy wabik (przynętę). Robiłem trzy rojołapki w jednej użyłem trawy cytrynowej, w dwóch pozostałych wacik nasączony olejkiem melisowym. Przynętę włożyłem do małego woreczka strunowego z odciętym rogiem, aby zapach wolniej się uwalniał. Przynętę kładziemy na ramkach.
Przykręcamy daszek kilkoma wkrętami. Aby korpusy się nie przesuwały skręcamy je za pomocą drewnianych łat (albo czegokolwiek innego, byle się trzymało
) jedna łata musi być dłuższa aby było można za jej pomocą umocować całą instalację do pnia.
Na gotowo wszystko musi być sztywne. Nic nie może latać, przesuwać się i stukać. Najlepiej poobracać rojołapką i nasłuchiwać, jeśli nic nie słychać a rojołapka wygląda bez zmian możemy ją wieszać. Najlepiej dostosować sposób mocowania do rozmiaru pnia lub czegoś innego (drzewo jest wskazane, ale nie konieczne). Rojołapka powinna wisieć w cieniu aby węza w czasie upałów nie stopiła się. Rojołapki mogą wisieć przez cały maj i czerwiec. Złapany rój wieczorem zamykamy i przenosimy na pasiekę, przekładamy do normalnego ula i cieszymy się nową rodzinką
Wszelkie pytanka piszcie w komentarzach .
Pozdrawiam Młody





ile złapałeś rojów na te rojołapki.
Powiesiłem je w fajnych miejscach i powiem szczerze… nic nie złapałem. Ale w przyszłym roku też spróbuję. Wisiały na drzewach chyba do połowy sierpnia, później już nie było sensu, żeby wisiały. Połączyłem w moich rojołapkach wszystkie znalezione w internecie metody, ale może po prostu w okolicy nie było rojów. Złapałem w tym roku tylko jeden rój swój i jeden obcy, ale bez opakowania
Dzięki za info! Trafiłem tu już wcześniej i zainspirowałeś mnie, żeby powiesić swoje rojołapki… Na razie też nic, ale dopiero początek czerwca, więc może, może… Choć rok ten podobno jest bardzo rojliwy, prawdopodobnie gra tutaj ważną rolę element prawdopodobieństwa. Zwiadowczynie po prostu mogą nie znaleźć tak fajnego lokum jak rojołapka, a przecież to nie jedyny warunek, żeby się udało…